wściekły wiatr, rano - 96km wieczorem, 30 km, wiatr jeszcze silniejszy, momentami nie jechałem ale usiłowałem utrzymać sie na drodze, szczególnie przy bocznym wietrze
dzisiaj o niebo lepiej:), zostałem jedynie opryskany wodą przez pasażera dostawczaka za to że nie chciałem zjechać do krawędzi, żeby ten złom mógł się przecisnąć nie zwalniając. Przepraszam najmocniej ale jak widzę zbyt blisko siebie samochód to się robię nerwowy. W drodze powrotnej kolejna absurdalna sytuacja. Dwa radiowozy stały na poboczu + policyjna furgonetka na przeciwległym pasie a z naprzeciwka jechał tit. W normalnym kraju tir powinien zaczekać aż przejadę, no bo co jak co ale pierwszeństwo rzecz święta, a wyszło na to, że to ja musiałem przytulic się do krawężnika żeby nie zostać rozjechany i to pod nosem 3 samochodów policji. Już nic mnie nie zdziwi:)